niedziela, 22 kwietnia 2012

Rozdział 1


Lot dłużył się strasznie, mimo, że to tylko 3 godziny. Obie byłyśmy podekscytowane, bo zawsze marzyłyśmy, aby wyjechać do Londynu, więc żadna z nas nie mogła usnąć. Siedziałyśmy, wygladając za okno, puki było jeszcze widno, podziwiałyśmy chmury. Kiedy tylko na zewnątrz zapanował mrok, zaczełyśmy grać w wisielca i rozmawiać, co będziemy robić w Londynie.
- Wiesz co.. - zaczeła Wera, z uśmiechem na twarzy i z radosnymi iskierkami w oczach. Widać, że była naprawdę szczęśliwa, przez co ja czułam sie jeszcze bardziej zadowolona. Cieszyłam się, że mogłam sprawić jej przyjemność tym, że właśnie ją zabrałam do Londynu, chociaż to był trudny wybór. Nie chciałam zranić żadnej z moich czterech przyjaciółek, a miejsce miałam tylko jedno. Ciężko było odrzucić Patrycję, Natalię czy Paulinę, bo każda z nich tak samo bardzo chciała jechać, jednak stwierdziłam, ze Wera będzie najodpowiedniejsza osobą. Wiedziałam, że kocha chłopców z One Direction tak samo mocno jak ja, a cały czas żyłam nadzieją, że przez te dwa miesiące, które spędzimy w Londynie, gdzieś ich zobaczymy, a może nawet zdobędziemy autografy. -  Nie wiem, co zrobiłabym gdybym ich tam spotkała. - Wyszczerzyła się Wera i rozłożyła ręce. - Chyba bym oszalała ze szczęścia, zaczeła skakać, piszczeć.. - Westchnęła. - Chociaż nie, oni tego nie lubią. - zaśmiała się melodyjnie. Można powiedzieć, że wiedziałyśmy o nich wszystko. Ich ulubiony kolor, jakie lubią dziewczyny, imiona rodziców, dziadków, sióstr, jakie lubią ubrania i sklepy, dosłownie wszystko. - Chciałabym chociaż tak na chwilę, przytulić Nialla... - uśmiechnęła się czule i otuliła sama siebie ramionami, jakby tuliła kogoś do siebie. Pokiwałam głową.
- Wera, ja bym tam się chyba zesrała ze szczęścia! Zobaczyć chłopaków, przytulić ich i ten tyłek Lou..ah. - obie równocześnie się zaśmiałyśmy. Nie należę do cichych i grzecznych osóbek. Z tego co zawsze wypomina mi Wera, jestem strasznym zboczeńcem. Przygryzłam wargę. - Wera? - Zerknęłam na przyjaciółkę.
- Mhm? - uniosła brwi.
- Obiecaj, ze to będą najlepsze wakacje w naszym życiu, obkupimy się i poznamy chłopaków. - Chociaż to ostatnie wydawało się mało prawdopodobne, a nadzieja matką głupich jednak ja jej nie traciłam. Wera też. Dziewczyna pokiwała głową.
- Adżinek, będą. - Posłała mi szeroki uśmiech i ułożyłą głowę na moim ramieniu. Siedziałyśmy w milczeniu, ja układałam sobie w głowie scenariusz spotkania z chłopakami, moja przyjaciółka pewnie też.
W końcu pilot oznajmił, żeby zapiąć pasy bo podchodzimy do lądowania. Najpierw zrobił to po polsku, a potem angielsku. Obie w tm samym momencie rzuciłyśmy się do okna, a naszym oczom ukazał się piękny widok Londynu nocą. Moje podekscytowanie jeszcze bardziej wzrosło, a Wera szczerzyła się sama do siebie. Zapięłyśmy pasy i spokojnie czekałyśmy aż samolot dotknie podłoża.
Po piętnastu minutach byliśmy juz na ziemi. Zabrałam swój bagaż podręczny, chwyciłam Werę za rekę, aby sie nie zgubić i ruszyłyśmy w stronę wyjścia.
Znalazłyśmy się na wielkiej hali, w której kręciło się mnóstwo osób, a dookoła było wiele różnych drzwi, przejść, bramek i innych, a wszystko było po angielsku. Moja znajomość tego języka była wystarczająca, aby się z kimś dogadać, przynajmniej na poziomie podstawowym, ale Wera ciągle marudziła, że na pewno nic nie zrozumie. Stałyśmy, rozglądając się, właściwie nie wiedziałyśmy gdzie miałyśmy się udać po nasze bagaże. To lotnisko było dużo większe niż to w Polsce. W końcu jakiś Polak, który leciał z nami, wskazał nam drogę, grzecznie podziękwałyśmy i posżłyśmy we wskazane miejsce. Odebralyśmy bagaże, a zaraz obok czekała na nas moja ciocia - siostra taty, u której miałyśmy mieszkać. Przywitała nas i wspólnie wyszłyśmy z budynku, a nastepnie wsiadłyśmy do taksówki, która miała nas zawieźć do domu cioci. Miała na imie Iza. Młoda, dwudziesto sześcio letnia kobieta, bardzo rozrywkowa i przemiła, więc nie obawiałam się żadnych spięć czy ograniczeń.
W drodze wyglądałyśmy przez okno samochodu, podziwiając przeróżne wystawy sklepowe i obiecywałyśmy sobie, że kiedyś tu przyjdziemy.
Dotarłyśmy na miejsce. Przyjrzałam się małemu, jasno żółtemu domkowi  z delikatnym uśmiechem na twarzy.  Iza stanęła obok mnie.
- Będziecie miały całą górę dla siebie. - Uśmiechnęła się i otworzyła furtkę. Wera uśmiechnęła się i zaraz za mną weszła do środka.
Domek wcale nie był taki mały jaki się wydawał z zewnątrz, był wręcz bardzo duży. Zdjełam buty, a kurtkę odwiesiłam na wieszaku, to samo uczyniła moja przyjaciółka.
- Idzcie na górę, myśle, że nie musze wam niczego pokazywać, odnajdziecie się, a ja musze się położyć, bo jutro wczesniej wstaję. ZOstawię wam klucze, tylko sie nie zgubcie w mieście, bo przypuszczam, że pójdziecie. - Ciocia mrugnęła do nas i zniknęła w pokoju. Weszłyśmy na górę po drewnianych schodkach, targając za sobą bagaże. Otworzyłam pierwsyz pokój z brzegu. Ściany były blado czerwone, gdzieś w kącie wisiała flaga Wielkiej Brytanii, a na ścianie było kilkanaście zdjęć jakiś miejsc w Londynie, a między innymi London Eye. Po prawej stronie obok siebie stały dwa łózka, jak przypuszczałam, właśnie tu miałyśmy spać. W pokoju była jeszcze jakaś półka, biurko, telewizor i komputer, który jak ciocia wczesniej zapowiedziała - był do naszej dyspozycji. Po lewo, znajdowały się drzwi, a nawet dwie sztuki, tyle że jedne były rozsuwane na boki i czarne, a drugie normalne, w kolorze ciemny brąz. Podeszłam do tych czarnych i rozsunęłam je, a naszym oczom ukazała się garderoba. Może niezbyt duża, ale zawsze coś, a do tego pusta. Wera od razu pociągnęła w jej stronę sowja walizke i zaczeła rozpakowywać ubrania, buty i inne pierdoły, które zabrała. Wzięłyśmy nawet rolki, aby móc pojeździć po Londynie. Za drugimi drzwiami była nasza łazienka.
- Jest idealnie! - Podeszłam do łóżka i opadłam na nie. Cicho westchnęłam, przetarłam oczy, rozmazując przy tym trochę tuszu. - Czuję, że będzie naprawde wspaniale. (...) Rozpakowałyśmy ubrania, kosmetyki, wzięłyśmy prysznic i położyłyśmy się w łóżkach. Jutro czeka nas pełen wrażeń dzień, więc musiałyśmy być wyspane. Niedługo po tym jak weszłyśmy do łóżek, spałyśmy jak aniołki.

---
Autorka. No i jest pierwszy rozdział, mam nadzieje, że nie pousypiacie mi przed komputerem. :3



6 komentarzy:

  1. Podoba mi się ! Jest świetny ! :) Czekam na II roździał ! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny!Ja jeszcze do dziś pamiętam ten widok z samolotu ;p

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdzie tam spać! Przy tym nie da się spać ;*
    Coś czuję, że to będzie jeden z moich ulubionych blogów ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne!!!
    Zapraszam na mojego bloga,dopiero zaczęłam więc proszę nie oceniać zbyt pochopnie

    OdpowiedzUsuń
  5. Piszesz super!!! Jeśli ktoś będzie miał miał czas to proszę żebyście weszli na mojego bloga:
    www.directionerka9.bloa.pl

    OdpowiedzUsuń